Wrzesień nadchodzi
Tak oto z kalendarza zerwałam siódmą kartkę i zaczął się wrzesień. To oznaczało tylko jedno: koniec wakacji – każdy wraca do swoich obowiązków. Dzieci ruszyły do szkoły, a Tomek musiał wyjechać do pracy. Mój mąż jest zatrudniony w firmie, która świadczy usługi na całym świecie, więc jego wyjazdy nigdy nie są krótkie ani blisko. Tym razem pojechał do Anglii i miał wrócić dopiero po sześciu tygodniach, w połowie października. Zostałam zatem sama.
Dwa wydarzenia i stres
Na tapecie miałam jeszcze dwa wydarzenia sprzedażowe: Festiwal Chleba w Janiej Górze i Dożynki. Na samą myśl o tym czułam nieprzyjemne ściskanie w żołądku i biłam się z myślami, czy w ogóle jechać, czy sobie darować. Język polski w wymowie dla mnie jest straszny. Rozumiem pytania klientów, ale odpowiadanie na nie to dla mnie tragedia – „sz”, „cz”, „rz”… MASAKRA, a bez Tomka nie czułam się jeszcze zbyt pewnie.
Coś jednak pchało mnie do przodu. Tomek był bliżej, niż mi się wydawało. Okazało się, że Jania Góra to wieś, z której wywodzi się część jego rodziny od strony taty. W okolicy miał sporo bliskich znajomych. Poprosił jednego z nich, Rafa – sympatycznego chłopaka o pseudonimie Laska – o niewielką pomoc organizacyjną: w odnalezieniu mojego stoiska, kontakcie z organizatorami oraz transporcie cięższych elementów mojej wystawy.

Pierwsze chwile na Festiwalu Chleba
Rozkładając stoisko coraz bardziej się stresowałam. Nie wiedziałam, czy mam sprzedawać, czy po prostu uciekać do domu. Czas mijał, stragan był gotowy, a ja stałam wycofana, jakby to nie było moje. Zastanawiałam się, czy dam radę, czy w ogóle będzie zainteresowanie moim towarem, czy cokolwiek sprzedam…
Miejsce festiwalu powoli zaczęło wypełniać się ludźmi. W powietrzu królował intensywny zapach świeżego, ciepłego chleba wypiekanego w prawdziwych piecach chlebowych. Dla mnie był on nadal dość dziwny – przyjemny, ale obcy. W moim kraju nie jemy tego typu produktów. Mamy lekkie pieczywo, a w klimacie, w którym żyjemy, spożywamy więcej owoców, których w Ekwadorze jest pod dostatkiem przez cały rok głównie przez to, że leży on na równiku.
Do zapachu chleba wkrótce dołączyły inne aromaty. Rozpalone zostały grille, a mój nos poczuł jeszcze ułożoną na nich karkówkę i inne mięsa. To wszystko zaczęło przyciągać coraz więcej ludzi… i coraz więcej trafiało na moje stanowisko.

Stres, wsparcie i niespodzianki
W miarę napływu klientów czułam coraz większy stres, który dosłownie mnie zjadał. Miałam naprawdę wielki problem – sporo osób z regionów wiejskich wyrażało niezadowolenie z powodu mojego niezgrabnego wysławiania się i problemów językowych. Byłam załamana.
Wtedy zobaczyłam przy wejściu na festiwal twarz mojego syna, który szedł prosto do mnie. „Bryan? Jak on się tu dostał? Przecież to ponad 20 km od domu!” – pomyślałam. To nic, nie jestem sama. Niedługo potem pojawiła się moja teściowa, przybywając z odsieczą. Powietrze ze mnie zeszło, byłam uratowana!
Stres mijał i razem, już we trójkę sprzedawaliśmy moje wyroby. Zaczęło mi się nawet podobać. Choć ludzie wciąż kupowali więcej jedzenia i alkoholu niż biżuterii, humor dopisywał. Co więcej – magia zapachów sprawiała, że wszystko, co zarobiliśmy, wydawaliśmy na jedzenie! Ale cóż – jakoś trzeba było wynagrodzić sobie stres!

Dożynki – lekcja na przyszłość
Wspominając poprzednie, niekoniecznie dobre doświadczenia, na kolejne dożynki pojechaliśmy od razu we troje. Niestety, impreza okazała się totalną klapą. Tu królowała grochówka od straży pożarnej i piwo od lokalnego przedsiębiorcy. Nikt nie myślał o tym, żeby kupić coś dla dziewczyny, partnerki czy żony.
To utwierdziło mnie tylko w przekonaniu, że człowiek uczy się na błędach. Nie każde wydarzenie kulturalne będzie sukcesem i nie każda osoba podchodząca do stoiska będzie klientem. Dla mnie był to jasny sygnał, jakich imprez unikać, a na jakie jechać od razu.

Czas na przygotowania
Po wszystkim pomyślałam, że to koniec wyjazdów w tym sezonie. Na kolejne trzeba będzie poczekać do grudnia. To tylko dwa i pół miesiąca, ale mam czas, by przygotować się lepiej. W głowie mam mnóstwo projektów na świąteczne upominki: biżuterię z kamieni naturalnych, w tym naszyjniki, bransoletki damskie z kamieniem księżycowym, turmalinem, a także praktyczne poncza z wełny alpaki czy worki etno . Podwijam zatem rękawy i do roboty – czas start!

Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Blog
