Pomysł, który narodził się pod wpływem podróży
Od dłuższego czasu w głowach mojej i Tomasza kiełkowała myśl, aby poszerzyć nasz asortyment o wyroby ze skóry. Pomysł nie pojawił się nagle – dojrzewał powoli, wracał do nas przy różnych okazjach, aż w końcu zaczął domagać się wprowadzenia w życie.
Podczas jednej z naszych wakacyjnych podróży po Ekwadorze trafiliśmy na wyjątkowe wyroby kaletnicze – portfele i torebki zdobione haftowanymi wzorami, charakterystycznymi dla kultury rdzennych mieszkańców górskich regionów kraju. Sprzedawał je starszy pan w niewielkim butiku. Wtedy przeszliśmy obok tego miejsca zupełnie obojętnie. Ot, zwykły sklep, zwykły towar. A jednak… gdzieś w środku zapisaliśmy ten obraz bardzo dokładnie.
.jpg)
Analiza rynku i pierwsze wnioski
Z czasem, jeżdżąc na targi, jarmarki i festiwale, zaczęliśmy uważniej przyglądać się innym wystawcom. Analizowaliśmy ich produkty, ceny i to, co naprawdę przyciąga klientów. Najtańsze były oczywiście wyroby z Azji, plecaki etniczne, portfele, saszetki – dostępne dla każdego, ale często pozostawiające wiele do życzenia pod względem jakości. Rękodzieło sprzedawało się trudniej, za to miało swoją wartość i cenę. Właśnie wtedy wracała do nas ta myśl: portfel czy torebka ze skóry to nie jest chwilowy zakup. To inwestycja na lata – trwała, ponadczasowa i przede wszystkim unikalna.
Te, które widzieliśmy w Ekwadorze były zupełnie inne niż wszystko, co spotkaliśmy w Polsce. Unikalne wzory, fasony, żywe, wyraziste kolory przyciągające wzrok. To był nasz temat numer jeden po każdym wyjeździe.
.jpg)
W poszukiwaniu przeszłości u stóp Andów
Był tylko jeden problem – nie pamiętaliśmy, gdzie dokładnie znajdował się ten sklep. Zaczęliśmy przeglądać zdjęcia w telefonach, wracać pamięcią do tamtej podróży, porównywać wspomnienia.
W końcu trafiliśmy na właściwy trop – miejscowość Baños. Małe, urokliwe miasteczko położone wysoko w Andach, u podnóża wulkanu Tungurahua. Miejsce pełne turystów z całego świata i niezwykłej energii. Mieliśmy więc miejscowość, ale co dalej? Nie znaliśmy nazwy sklepu, adresu, nawet ulicy.
.jpg)
Wirtualna podróż zakończona fiaskiem
Wtedy Tomek wpadł na pomysł – wrócimy tam… wirtualnie. Dzięki Google Maps i funkcji Street View zaczęliśmy spacerować uliczkami Baños jeszcze raz. To było niesamowite doświadczenie – pełne śmiechu, wspomnień, emocji. Kiedy tak pokonywaliśmy kolejne kilometry, nagle znaleźliśmy TEN sklep. Mieliśmy więc adres, nazwę i zdjęcie. Ale wciąż nadal brakowało najważniejszego – kontaktu.
Nieoczekiwana pomoc
Wtedy wpadłam na pewien pomysł. Zadzwoniłam do hotelu, w którym zatrzymaliśmy się podczas tamtej podróży – Luna Volcán Adventure SPA. Poprosiłam recepcjonistkę o pomoc. Opowiedziałam jej całą historię – o sklepie, o naszych poszukiwaniach, o Google Maps. Słuchała uważnie, śmiejąc się przy tym, ale z ogromną życzliwością. Zgodziła się pomóc. Poprosiłam ją, aby – jeśli będzie miała możliwość – podeszła tam po pracy i zapytała o właściciela. Udało się, bo jeszcze tej samej nocy zadzwonił telefon. Odebrałam pełna nadziei.
Niestety, wiadomość była zupełnie inna, niż się spodziewałam. Sklep był zamknięty, a jego właściciel zmarł kilka miesięcy wcześniej. Poczułam ogromne rozczarowanie. Podziękowałam za pomoc i odłożyłam telefon.
.jpg)
Niespodzianka po bezsennej nocy
Tej nocy nie mogłam zasnąć. Leżałam, patrząc w sufit, podczas gdy obok mnie Tomek spokojnie spał. Moje myśli były daleko – w Ekwadorze, na tych kolorowych uliczkach. Świt przyniósł jednak niespodziankę. Zadzwoniła recepcjonistka – Lucia. Zapytała, czy może jeszcze jakoś pomóc. Opowiedziałam jej więcej o moim pomyśle i o torebkach, których szukam. Okazało się, że jej rodzina prowadzi sklep dla turystów i mają tam również wyroby skórzane. Może inne, nie tej samej jakości – ale zapewne coś będą wiedzieć.
Nie ma przypadków, są tylko znaki
Minęło kilka dni. Zajęta codziennością, przestałam już myśleć o całej sprawie. I wtedy zadzwonił telefon. To znów była Lucia. Okazało się, że sklep, którego szukaliśmy, wcale nie sprzedawał torebek ani worków etno – tylko koce, narzuty i poszewki. Za to jej ciocia miała dostęp do torebek, plecaków z korka i portfeli. Zapytała, czy chcę zobaczyć zdjęcia. Oczywiście, że chciałam!
.jpg)
Sukces, który narodził się przez przypadek
Pierwsze zdjęcie… i krzyk radości. „Mamy je!” – zawołałam, a chwilę później w drzwiach pojawił się Tomek, wyrwany z pracy w ogrodzie. Kolejne fotki tylko utwierdzały nas w przekonaniu – to dokładnie to, czego szukaliśmy. A kiedy zobaczyliśmy wnętrze sklepu… wszystko stało się jasne – to było TO miejsce. Nasza „podróż” przez Google Maps była piękną przygodą, ale rzeczywistość napisała zupełnie inny scenariusz.
Byłam z siebie dumna, że nie odpuściłam. Ale prawda jest taka, że to nie był tylko mój upór, tylko przypadek i właściwy człowiek – Lucia, jej dobre serce i chęć pomocy. To ona przekonała swojego wuja, aby udostępnił nam kontakt do rzemieślnika tworzącego te niezwykłe, kolorowe torebki z kwiatowymi haftami
A co było dalej? To już historia na kolejny wpis…
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Blog
