Pierwszy kontakt z warsztatem z San Felipe
Kontakt, który otrzymaliśmy od dziadków Lucii, okazał się dokładnie tym, czego szukaliśmy. Dotarliśmy do małego warsztatu kaletniczego, który działa od kilku pokoleń w niewielkiej wiosce San Felipe.
Miasteczko położone jest wysoko w górach, około 50 km od Ambato. To właśnie tam lokalna społeczność tworzy warunki do życia i pracy, które pozwalają im przetrwać w surowym klimacie Andów.
Życie i praca w górach Andów
Okolice San Felipe to przede wszystkim tereny rolnicze i pasterskie. Ludzie zajmują się tam głównie wypasem bydła, owiec i kóz, dzięki czemu surowców do pracy nie brakuje. W niedalekiej odległości znajdują się również warsztaty garbarskie oraz miejsca, gdzie przędzie się wełnę. W ten sposób lokalna społeczność stworzyła naturalny, samowystarczalny ekosystem rzemieślniczy. Warunki życia na wysokości ponad 3800 m n.p.m. nie są łatwe, jednak mieszkańcy San Felipe potrafili się do nich doskonale dostosować.
Pierwszy kontakt telefoniczny
W komunikacji bardzo pomogła nam aplikacja WhatsApp, która w Ekwadorze jest powszechnie używana i całkowicie darmowa. Dzięki temu mogłam zadzwonić bez obaw o koszty. Telefon odebrała kobieta w wieku około 50–55 lat. Już po głosie czuć było pewność siebie i doświadczenie. Przedstawiłam się i opowiedziałam historię tego, jak dotarliśmy do ich produktów oraz jaki mamy pomysł na współpracę. Słuchała uważnie, a gdy skończyłam, odpowiedziała krótko:
— Kochana, jeśli chcesz cokolwiek od nas kupować, zapraszam na spotkanie do naszej firmy. W Ekwadorze negocjuje się tylko osobiście.
Nie pomagały żadne tłumaczenia ani próby wyjaśnienia sytuacji. Kobieta była stanowcza, ale jednocześnie konkretna.
– Poznamy ciebie, ty poznasz nas. Zobaczysz nasze produkty, warsztat i sposób pracy. Przedstawimy ci naszych dostawców i pokażemy pochodzenie skór. Dopiero wtedy będziesz mogła ocenić nasze wyroby i sprzedawać je dalej bez wstydu o jakość.
W rozmowie wyczułam, że wie, iż jestem z Ekwadoru i planuję sprzedaż w Guayaquil — mieście, w którym wcześniej mieszkałam. Wyjaśniłam więc dokładniej:
— Pani Ingrid, ja chcę sprzedawać pani produkty w Polsce, w Europie — nie w Ekwadorze. W słuchawce zapadła cisza… Przez chwilę myślałam, że połączenie się zerwało.
— Halo? Czy coś się stało? – zapytałam.
— Nie, złotko — usłyszałam spokojny głos. — Polska? Co ty tam robisz, dziecko? Przecież tam jest zimno. Musiałam więc krótko opowiedzieć swoją historię i to, jak znalazłam się w Europie. Pomyślałam wtedy: „Szach i mat. Teraz na pewno zmięknie i dostanę lepszą cenę”.
Twarde zasady współpracy
Odpowiedź była jednak zupełnie inna, niż się spodziewałam. Głos w słuchawce stał się jeszcze bardziej stanowczy, ale jednocześnie ciepły:
— Jeśli chcesz sprzedawać w Polsce i Europie, tym bardziej zapraszam cię do nas. Bez spotkania nie będzie żadnych negocjacji.
Plan, który musiał poczekać
W tamtym momencie nie mogłam pozwolić sobie na wyjazd do Ekwadoru. Tomasz przygotowywał się do kolejnego projektu w pracy, a ja zostałam sama na ponad miesiąc. Nie też chciałam jechać bez niego — pracowaliśmy razem i planowaliśmy odbyć tę podróż wspólnie. Jednak aby to było możliwe, potrzebowaliśmy jeszcze około sześciu miesięcy na odłożenie pieniędzy. A sezon sprzedażowy był już tuż za rogiem! Podziękowałam za rozmowę i obiecałam, że oddzwonię, gdy tylko uporządkujemy sytuację. Potrzebowałam czasu na przemyślenie planu.
Pierwszy krok – pomysł na próbkę
Podczas jednej z rozmów z mamą wpadłyśmy na prosty pomysł — poprosić panią Ingrid o próbkę towaru do sprzedaży w Polsce. Chciałam najpierw sprawdzić zainteresowanie i przetestować rynek, zanim podejmę większe decyzje. Zależało mi również na tym, by zrozumieć realne ceny, po jakich mogłabym sprzedawać ich produkty w Europie. Ostatecznie kobieta z San Felipe zgodziła się, ale postawiła warunek: próbkę sprzedadzą nam tylko raz, a kolejne zakupy będą możliwe wyłącznie podczas osobistej wizyty w ich warsztacie. Co było dalej? To już historia na kolejny wpis, który ukaże się niebawem.
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Blog
