Nowa dostawa, nowe wyzwania — przygotowania do jarmarku pełną parą
Poranek zaczął się od dźwięku przychodzącego SMS-a i e-maila. Spojrzałam na ekran — to było powiadomienie od przewoźnika: „Kurier doręczy przesyłkę dziś do godziny 11:00”. Podekscytowanie było tak duże, że od razu poprosiłam Tomka o pomoc w rozpakowaniu i policzeniu towaru. Nie trzeba było go długo namawiać — wykonał dwa szybkie telefony, przekładając spotkania z klientami na inny termin. Zjedliśmy razem śniadanie i zeszliśmy do biura.
Niespodziewany przyjazd kuriera
Nagle nasz pies Troll zaczął szczekać, alarmując nas o gościach pod bramą. Tak — to był wyczekiwany kurier, choć była dopiero dziewiąta rano. Nie szkodzi, najważniejsze, że już dotarł. Z jego pomocą wnieśliśmy do środka ogromne i ciężkie kartony. Tomek spoglądał na mnie z wyraźną ciekawością. Kiedy kurier odjechał, zapytał wprost:
– „Coś ty tam nakupowała?” Miały być tylko torebki z haftem, plecaki etno i kilka portfeli „na próbę”. Jednak czasem trudno mi przejść obojętnie obok pięknych rzeczy.
Odkrywanie nowej kolekcji
Rozpakowaliśmy towar sztuka po sztuce. Jakość skóry okazała się doskonała, szycie — perfekcyjne, a kolorystyka i hafty naprawdę zapierały dech w piersiach.
Wśród nowości znalazły się między innymi: plecaki etniczne. Duże wrażenie zrobiły również haftowane torebki oraz eleganckie portfele z haftem, które wyróżniały się wyjątkową dbałością o detale. Sezon jarmarków właśnie się rozpoczął, więc od razu zdecydowaliśmy, że nowa kolekcja pojedzie na najbliższe wydarzenie. Pojawiło się jednak pytanie: jak to wszystko wyeksponować?
Miałam tylko jeden namiot i dwa stoły, na których dotychczas sprzedawałam biżuterię. Zaczęłam się zastanawiać, gdzie pomieszczę cały asortyment. Tomek jednak nie tracił czasu — szybko zamówił na Allegro dodatkowy składany stół oraz dwa wieszaki na kurtki. Czekałam więc już tylko na dzień jarmarku.
Wielkie przygotowania w dzień jarmarku
W końcu dotarliśmy na miejsce. Rozstawiliśmy namiot, ustawiliśmy stoły z biżuterią i zaczęliśmy układać nową ofertę. Jeszcze przed pojawieniem się pierwszych klientów odwiedzili nas znajomi wystawcy. Z ciekawością oglądali produkty, gratulując nam rozwoju stoiska oraz dobrego gustu. Kibicowali i z zainteresowaniem obserwowali, jak poradzimy sobie ze sprzedażą nowości.
Pierwsze wrażenia klientów
Szczerze mówiąc, spodziewałam się, że pierwszego dnia sprzedam mnóstwo towaru. Rzeczywistość wyglądała jednak inaczej. Zainteresowanie było bardzo duże — klienci podchodzili, oglądali i dokładnie sprawdzali produkty. W żargonie sprzedawców takich klientów nazywa się „Apaczami i Macantami” — czyli tymi, którzy oglądają (patrzą) i dotykają (macają). Kiedyś nie rozumiałam tych określeń, ale dziś wydają mi się niezwykle trafne i zabawne. Produkty podobały się wszystkim — niemal każdy zatrzymywał wzrok na kolorowych wyrobach.
Pierwsza sprzedaż i miłe zaskoczenie
Tego dnia sprzedałam pierwsze portfele i jedną torebkę. Klientka, która ją kupiła, wróciła po kilku minutach. „Dios mío!” – pomyślałam. – „Czyżby reklamacja?”
Szturchnęłam Tomka, który akurat patrzył w telefon. Podszedł do klientki, a chwilę później oboje zaczęli się śmiać. Okazało się, że pani nie mogła się doczekać powrotu do domu i już na miejscu przekładała rzeczy do nowej torebki. Dodała, że będzie ją z dumą nosić i pokazywać koleżankom, bo żadna z nich takiej nie ma. To była jedna z tych chwil, które zostają w pamięci na długo.
Spełnienie i nowe marzenia
Poczułam ogromną satysfakcję i radość. W głowie zaczęły pojawiać się kolejne marzenia — że krok po kroku sprzedam cały towar, a kiedyś wyruszę w Andy, aby osobiście zajmować się negocjacjami i zakupami. Na razie jednak wszystko zaczęło się od jednego jarmarku i jednej bardzo dobrej decyzji...
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Blog
