alt
Schowek 0
Twój schowek jest pusty
Koszyk 0
Twój koszyk jest pusty ...
Strona główna » Blog » Kolejne jarmarki, pierwsze sukcesy i wiara, że wszystko się rozkręci

Kolejne jarmarki, pierwsze sukcesy i wiara, że wszystko się rozkręci

Data dodania: 05-08-2026


Kolejne wyjazdy jarmarkowe przeważnie były udane. Prawie na każdym z nich ktoś kupił portfel, torebkę z haftem albo plecak etno. Powoli zaczynałam wierzyć, że wszystko naprawdę zacznie się kręcić. Zaczęłam też wrzucać rolki na Facebooka — odrobina własnej reklamy w internecie na pewno nie mogła zaszkodzić. Rodzina i przyjaciele wspierali mnie, polecając moje wyroby dalej pocztą pantoflową. Część produktów trafiła również do galerii Przestrzeń Kreatywna Pauliny Cel. Tam także zauważyłam spore zainteresowanie — największą popularnością cieszyły się przede wszystkim torebki.

Zaczęłam szukać możliwości współpracy z galeriami i butikami w Toruniu oraz Bydgoszczy. Niestety, spotykałam się głównie z odmowami. Słyszałam, że nie ma miejsca, że brakuje regałów albo że obecnie nie planują przyjmować nowych produktów. Nikogo nie przekonywało nawet to, że chciałam zostawić towar w komis. Było mi zwyczajnie przykro. Wiedziałam, że sezon jarmarkowy nie trwa cały rok, a ja chciałam rozwijać sprzedaż i docierać do coraz większej liczby klientów.

alt

Cierpliwość jest częścią rękodzieła

Kiedy patrzyłam na Tomasza, widziałam, że jego twarz zawsze była albo uśmiechnięta, albo skupiona i poważna. Nigdy jednak nie widziałam na niej smutku. Miał w sobie niezwykły spokój, którym próbował mnie zarazić. W drodze powrotnej z jednego z jarmarków po prostu go zapytałam:

— Nie martwisz się tym, że moje rękodzieło nie sprzedaje się tak, jak sobie założyliśmy?

— Nie. Bo coś zawsze się sprzedaje. Wszystko potrzebuje czasu, a szczególnie rękodzieło. Wiesz przecież, że towar, który tworzysz, nie jest dla każdego klienta. To nie są produkty z Azji za trzydzieści złotych. Ty sprzedajesz rzeczy wykonane ręcznie. Musisz uzbroić się w cierpliwość.

Jemu przychodziło to tak łatwo. Mówił spokojnie, jakby wszystko było oczywiste. A ja, choć nadal się martwiłam, gdzieś w głębi duszy wiedziałam, że ma rację.

alt

Nowy pomysł i zapach świeżego drewna

Pewnego dnia Tomasz wrócił do domu pełen energii i entuzjazmu. Nie miałam pojęcia, co się wydarzyło. Przebrał się w ubranie robocze i zniknął w warsztacie.

Po chwili zaczęłam słyszeć dźwięki maszyn. Wiedziałam, że coś kombinuje. Wieczorem wszedł do biura, w którym pracowałam, usiadł w swoim fotelu i oznajmił:

— Kochanie, od następnego jarmarku otwieram swoje stoisko.

— Co ty otwierasz? Jakie stoisko? — zapytałam kompletnie zaskoczona.

— Mam dosyć siedzenia na jarmarkach i nicnierobienia. Tylko tracę czas i się nudzę. Nie potrafię tak funkcjonować, znasz mnie. Ja muszę coś robić.

— No dobrze, ale co będziesz sprzedawał? Nie masz przecież towaru, stołu ani namiotu — pomyślałam, że chyba trochę oszalał.

— Nie mam, ale będę miał. Za trzy dni będę miał towar, a reszta się jakoś zorganizuje.

Po chwili wyszedł z pokoju i wrócił z kilkoma deskami.

— To są deski do krojenia — powiedział. — Zrobiłem dzisiaj dwie, ale mam pomysł, jak zrobić ich więcej. Do piątku chcę mieć dziesięć i zabieramy je z nami. Zobaczymy, czy ktoś będzie chciał je kupić.

Wziął jedną z nich i podał mi do ręki. Była przepiękna. Miała nieregularny, naturalny kształt i surowe piękno drewna. Ciepły kolor podkreślał jego strukturę, a każdy detal był dopracowany. Krawędzie zostały perfekcyjnie wykończone, całość była gładka niemal jak szkło, a olej, którym drewno zostało zabezpieczone, pięknie wydobył rysunek słojów.

— Czy ktoś będzie chciał? Oszalałeś?! Ja chcę! Zanieś proszę obie do kuchni i połóż na stole. Jak skończę pracę, znajdę im miejsce. One są moje!

Tomasz tylko się uśmiechnął, pocałował mnie w czoło i powiedział:

— Te są na sprzedaż. Dla ciebie zrobię specjalną deskę.

alt

Sukces od pierwszego wejrzenia i… mała rywalizacja

Tak jak zapowiedział, trzy popołudnia i wieczory spędził przy maszynach. W efekcie stworzył dwanaście pięknych desek w różnych rozmiarach. Jedna była piękniejsza od drugiej. Oczywiście cały czas zastanawiałam się, która będzie moja. W końcu obiecał! Tomasz przygotował kolejny stół, a ja dałam mu obrus, który miałam w zapasie. W namiocie nie było już miejsca, więc ustawił stanowisko obok. Pogoda dopisywała, deszczu nie zapowiadano, dlatego cała ekspozycja wyglądała naprawdę świetnie.

Zainteresowanie przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Już w pierwszych godzinach Tomasz sprzedał więcej desek niż ja biżuterii z kamieni naturalnych ! Byłam trochę zazdrosna, ale jednocześnie bardzo mu kibicowałam. Każda sprzedana przez niego sztuka naprawdę mnie cieszyła. Między nami pojawiła się jednak mała rywalizacja. Zaczęliśmy żartobliwie sprawdzać, kto tego dnia zrobi lepszy utarg. W tych naszych małych zawodach nawet nie zauważyliśmy, że klienci zaczęli naturalnie przechodzić między naszymi stoiskami i kupować produkty od nas obojga. Tego dnia osiągnęliśmy naprawdę świetny wynik.

Okazało się, że nasze wyroby doskonale się uzupełniają. Biżuteria, torebki i drewniane deski przyciągały wzrok, tworząc wyjątkowe stoisko, które wyróżniało się na tle innych. Tomasz był zachwycony. Sprzedał znacznie więcej desek, niż zakładał, a w jego głowie od razu pojawiły się kolejne pomysły. Ja martwiłam się tylko jednym — jak znajdzie na to wszystko czas, skoro prowadzi przecież firmę, która pochłania go bez reszty. Ale to były jego pomysły. A jeśli ktoś miał sobie z tym poradzić, to właśnie on. Bo Tomasz zawsze daje radę.


Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Blog
Korzystanie z tej witryny oznacza wyrażenie zgody na wykorzystanie plików cookies. Więcej informacji możesz znaleźć w naszej Polityce Cookies.
Nie pokazuj więcej tego komunikatu