Jesień, która mnie zaskoczyła
Pierwsza jesień spędzona w Polsce była dla mnie szokiem. Pochodzę z miejsca, gdzie taka pogoda po prostu nie istnieje – bez przenikliwego zimna, deszczu i wczesnego zmroku. Tutaj wszystko wydawało się szare, ponure i – co gorsza – potwornie nudne. Siedzenie przed telewizorem i oglądanie programów w obcym języku szybko zaczęło mnie frustrować. Potrzebowałam jakiegoś zajęcia, które pozwoliłoby mi przetrwać ten czas i zająć myśli czymś przyjemnym. Przeglądając pewnego wieczoru Facebooka, trafiłam na kurs wyrobu biżuterii. Bez większego zastanowienia zapisałam się na niego – nie miałam przecież nic do stracenia.

Nowa pasja i kolumbijska nauczycielka
Kurs prowadzony był online przez Kolumbijkę, dzięki czemu nie musiałam zmagać się z barierą językową. Już od pierwszych lekcji poczułam, że to coś dla mnie. Każde kolejne wideo przynosiło mi ogromną radość i satysfakcję. Na kilka godzin dziennie mogłam zapomnieć o deszczowej pogodzie i melancholii, która mnie ogarniała. To był mój mały świat – kolorowy, kreatywny i tylko mój. Wtedy jeszcze nie przypuszczałam, że ta nowa pasja szybko przerodzi się w coś znacznie większego.

Niespodzianka w Gdańsku
Któregoś zimnego poranka mój mąż zapowiedział niespodziankę i zabrał mnie do Gdańska, nie zdradzając żadnych szczegółów. Zatrzymaliśmy się przed remontowaną kamienicą i zeszliśmy do piwnicy. To, co zobaczyłam po otwarciu drzwi, przeszło moje najśmielsze oczekiwania – pomieszczenie wypełnione po brzegi koralikami, perłami hodowlanymi, kamieniami naturalnymi, kryształami i wszystkimi możliwymi akcesoriami do tworzenia biżuterii, takiej jak naszyjniki czy bransoletki. Każdy przedmiot w mojej dłoni uruchamiał lawinę pomysłów. Spędziliśmy tam pięć godzin, po których wyszłam z pełnym koszykiem i głową pełną inspiracji. W drodze powrotnej układałam w myślach kolejne projekty – w końcu znalazłam coś, co dawało mi radość, satysfakcję i odrywało od tęsknoty za Ekwadorem – moją ojczyzną.

Mały kiermasz, wielka motywacja
Z czasem moje umiejętności rosły, a styl nabierał charakteru. Choć początki były pełne błędów i tandetnych projektów, nie poddawałam się. Zapisałam się na kolejny, bardziej zaawansowany kurs. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia moja kolekcja była już całkiem spora. Zorganizowałam mały kiermasz, na który zaprosiłam sąsiadów, rodzinę i znajomych. Przyszło kilkanaście osób, a każdy coś kupił. To dodało mi skrzydeł. Wiedziałam, jaki typ biżuterii chcę tworzyć, a moje ręce wypracowały własny, niepowtarzalny styl. Na Nowy Rok miałam już konkretny plan – rozwijać dalej swoją pasję i przekuwać ją w coś jeszcze większego.
Teraz prowadzę niewielki sklep internetowy. Znajdziesz w nim m.in. etno plecaki, haftowane torebki, etniczne poncza i wiele biżuterii. Odwiedź go i wybierz coś dla siebie lub bliskich!

Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Blog
