Jarmark Wikliniarski i pytanie, na które znaliśmy odpowiedź
Sezon wakacyjny zbliżał się ku końcowi, a wraz z nim powoli kończył się czas tradycyjnych jarmarków. Miasta i gminy organizowały coraz więcej dożynek, ale nauczeni doświadczeniem z poprzedniego sezonu wiedzieliśmy już, że nie są to imprezy dla nas. Zaczęliśmy więc szukać innych wydarzeń. Tych było zdecydowanie mniej niż w sezonie wiosenno-letnim. W mediach społecznościowych roiło się jednak od reklam targów i wystaw tematycznych dla rękodzielników. Pomyślałam, że może właśnie tam schowamy się na jesień.

Zaczęłam więc dzwonić do organizatorów, pisać maile i wysyłać zgłoszenia. Wszyscy byli zainteresowani naszym stoiskiem. Problem pojawiał się dopiero wtedy, kiedy zaczynała się rozmowa o kosztach. Wtedy to my traciliśmy zainteresowanie. Organizatorzy wynajmowali powierzchnie handlowe przeważnie w galeriach, a kwoty, jakich żądali za udział, były dla nas po prostu kosmiczne. Kiedy doliczyliśmy do tego paliwo, nocleg i wyżywienie, robiła się z tego naprawdę pokaźna suma. Potraktowaliśmy to jako kolejne doświadczenie i umieściliśmy te wystawy na półce dokładnie między bajkami.
Kolega z namiotem i dwa miejsca na jarmarku
Na szczęście mamy wielu znajomych wystawców, którzy — jak na rękodzielników przystało — są wspaniałymi i uczynnymi ludźmi. To właśnie od jednego z nich dostaliśmy namiar na Jarmark Wikliniarski w Nowym Tomyślu. Wystarczył jeden telefon do organizatora i mieliśmy dwa miejsca zagwarantowane. Tak, dokładnie dwa stanowiska! Tomasz kupił dla siebie własny namiot i od tej pory rozstawialiśmy się razem jako jedno, podwójne stoisko. Tomek dostał też od kolegi dwa wielkie ekspozytory, które wykorzystał do wieszania na nich swoich desek. Z biegiem czasu coraz wyraźniej było widać jego ogromny upór. Konsekwentnie, każdego wieczora stawał przy stole stolarskim i skrobał te swoje deski, a one z dnia na dzień nabierały coraz bardziej swoistego stylu.

Trzy dni w Nowym Tomyślu
Jarmark miał trwać planowo trzy dni. Przyjechaliśmy w piątek około godziny jedenastej. Wolnych miejsc było jeszcze sporo, więc można było trochę ponarzekać organizatorom i przestawić się w lepszą lokalizację. Samo rozstawienie namiotów i przygotowanie stoisk zajęło nam ponad dwie godziny. Efekt był jednak bardzo satysfakcjonujący. Mieliśmy teraz tyle towaru, że spokojnie moglibyśmy nim zatowarować mały butik! Pogoda dopisywała nam aż do wieczora. Około godziny osiemnastej jednak nagle się załamała i zaczął padać deszcz. Ludzie pochowali się po kątach albo poszli do domów. Prognozy na sobotę również nie wróżyły niczego dobrego. Na szczęście prognozy są po to, żeby się nie sprawdzały. I tak też było tym razem.

Sobota pełna słońca
Deszcz popadał tylko do dwunastej, a potem wyszło piękne słońce. Wraz z dobrą pogodą pojawili się goście, ruszyły wydarzenia na scenie i koncerty. Sprzedaż szła świetnie, a dzień zakończyliśmy z pięknym wynikiem. Po piątkowych obawach był to dla nas naprawdę dobry znak. Niedziela również okazała się wspaniałym dniem na handel. Odwiedzili nas między innymi goście z Austrii i Niemiec, a nasze wyroby, takie jak biżuteria z hodowlanych pereł słodkowodnych, czy bransoletki z czarnego turmalinu, kwarcu i kamieni księżycowych pojechały ze swoimi nowymi właścicielami między innymi do Wrocławia, Poznania i Warszawy. Czułam, że moja marka Vanessa Art & Style zaczyna zapuszczać swoje gałęzie w całym kraju, a nawet wychodzić poza granice Polski. Byłam szczęśliwa. Czułam wiatr w skrzydłach i najchętniej już wróciłabym do mojej pracowni, żeby zacząć układać nowe projekty, których znowu pełna była moja głowa.

Kiedy jedziemy do Ekwadoru?
Droga powrotna minęła nam, jak zwykle, na snuciu planów na przyszłość i rozmowach o tym, co dalej. W pewnym momencie nasza rozmowa zeszła jednak na wspomnienia wspólnych chwil, które spędziliśmy w moim rodzinnym kraju. Spojrzałam na Tomka. W tym samym momencie nasze oczy się spotkały i… razem zadaliśmy sobie dokładnie to samo pytanie: KIEDY JEDZIEMY DO EKWADORU? Bo to, że jedziemy, było dla nas czymś oczywistym. I w ogóle nie ulegało żadnej wątpliwości.
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Blog
