Internet nie zapomina — moje kolejne nowe doświadczenie
Im dłużej przebywałam w Polsce, tym więcej nowych doświadczeń na mnie czekało, więcej rzeczy było dla mnie zaskakujących i fascynujących. Udział w programie „Internet Nie Zapomina” z pewnością należał do jednych z nich. A wszystko zaczęło się tak...
Podczas jednej z wizyt w Przestrzeni Kreatywnej Paulina opowiedziała mi o pewnym programie, w którym sama wcześniej wystąpiła. Prowadzący, Marcin Krzyżanowski, przeprowadza w nim wywiady z ciekawymi ludźmi, którzy opowiadają o swoich pasjach, marzeniach, pracy i o tym, czym zajmują się na co dzień. Paulina, na przykład, opowiadała tam o swojej galerii i o tym, jak wygląda jej codzienność. Trochę jej zazdrościłam, ale szybko pomyślałam: cóż, ja przecież nie mówię po polsku na tyle dobrze, żeby wystąpić w telewizji i swobodnie opowiadać o sobie. To zdecydowanie nie dla mnie.
Na szczęście koleżanka szybko wybiła mi z głowy wszelkie wątpliwości.
— Marcin mówi po angielsku i jest zainteresowany programem o tobie — powiedziała. Ta informacja dosłownie wyrwała mnie z butów! Z jednej strony próbowałam się wykręcić i wymiksować z tego pomysłu, ale z drugiej… dlaczego nie? Może warto spróbować? Co mi tam! Umówiliśmy się więc na spotkanie z Marcinem następnego dnia w lokalnej pizzerii. Poprosiłam Tomasza, żeby mi towarzyszył i w razie potrzeby przetłumaczył to, czego nie będę rozumiała.
Wiedzieliśmy, że Marcin jest młodym człowiekiem, ale dopiero na miejscu okazało się, że jest mniej więcej w wieku mojego syna. Bardzo młody, pomyślałam, ale skoro ma już na swoim koncie kilka programów i wszystko wygląda naprawdę profesjonalnie, to chyba wie, co robi. Podczas rozmowy okazało się również, że Paulina załatwiła już część roboty za mnie, bo opowiedziała Marcinowi naprawdę dużo o tym, kim jestem, czym się zajmuję i skąd się wzięłam w Polsce. Dzięki temu prowadzący miał już nawet przygotowany scenariusz i wiedział, jak mniej więcej będzie wyglądał cały program. Na rozmowę poświęciliśmy sporo czasu. Pomyślałam wtedy, że po emisji może być z tego całkiem fajna reklama dla mojej marki. Ludzie będą mogli mnie zobaczyć, usłyszeć moją historię i dowiedzieć się więcej o tym, co robię.
Światła, kamera, akcja, czyli nagrywamy wywiad
Nadszedł dzień nagrania. Marcin przyjechał do naszego biura i rozstawił sprzęt, którego miał naprawdę sporo. Wszystko wyglądało bardzo profesjonalnie. Zaczęliśmy rozmawiać, a cały wywiad odbył się w języku angielskim. Opowiadałam o tym, co robiłam, kiedy mieszkałam w Ekwadorze, dlaczego przyjechałam do Polski, jakie mam plany i oczywiście o mojej biżuterii z kamieni naturalnych. Czas minął bardzo szybko. Zanim się zorientowałam, nagranie dobiegło końca. Potem pozostało już tylko czekać.
Jak ludzie odbiorą moją historię?
Na emisję programu czekałam dwa tygodnie. Oglądaliśmy go z ogromnym zaciekawieniem, a ja byłam jednocześnie bardzo podekscytowana i zestresowana. Najbardziej zastanawiałam się nad tym, co ludzie powiedzą, a właściwie co napiszą w komentarzach. Na szczęście obyło się bez większych przykrości. Był tylko jeden smutny pan, który najwyraźniej uznał, że powinnam wracać do domu. Tomasz jednak w dosadny sposób wytłumaczył mu, co o tym myśli. Kilka innych osób postąpiło podobnie i problem szybko się rozwiązał. A potem stało się coś, czego zupełnie się nie spodziewałam. Program obejrzało 13 000 osób! Dla mnie była to naprawdę ogromna liczba. Byłam bardzo zadowolona, ale przede wszystkim poczułam się doceniona. Ktoś zainteresował się moją historią, moją pracą i tym, co tworzę. Nie wiedziałam jeszcze wtedy, że to zaowocuje czymś więcej niż tylko kilkoma tysiącami wyświetleń.
„Czy pani jest z tego programu?”
Na kolejnym jarmarku w Tleniu doszło do pewnego bardzo miłego zdarzenia. Była pora obiadowa, kiedy do naszego stoiska podszedł pewien sympatyczny pan. Szedł do nas zdecydowanym krokiem, jakby dokładnie wiedział, czego szuka. Spojrzał na mnie i zapytał:
— Czy pani to jest z tego programu „Internet Nie Zapomina”?
— Tak. A coś się stało? — odpowiedziałam trochę zaskoczona.
— Żona przysłała mnie do pani. Chce, żebym kupił jej prezent właśnie od pani. I dla córki również.
Kompletnie nie spodziewałam się takiego spotkania! Pamiętam, że kupił wtedy dwa piękne komplety biżuterii z kamieni naturalnych — naszyjniki z bransoletkami. Kiedy odszedł od naszego stoiska, moje nogi dosłownie ugięły się pode mną. Musiałam usiąść. Nie mogłam uwierzyć w to, co właśnie się wydarzyło. Wtedy po raz pierwszy naprawdę poczułam, że ta moja przygoda w nowym kraju zaczyna nabierać zupełnie innego znaczenia. Okazało się, że ludzie nie tylko obejrzeli mój program, ale ktoś mnie zapamiętał, a do tego — zapragnął kupić moje rękodzieło! I chyba właśnie takie chwile są najpiękniejsze w prowadzeniu własnej marki.
Przejdź do strony głównej Wróć do kategorii Blog
